Jesienią liście się czerwienią.

Ach jaka to była piękna jesień... Czas na podsumowanie w związku z zakończeniem sezonu ogrodniczego. I tak niestety nie udało mi się zrobić murku wokół skarpy. Na usprawiedliwienie mam tylko to, że zawiedli pomocnicy. Udało się zaś częściowo wypielić drzewa i krzewy owocowe. Ruszyły też do przodu ścieżki, a przy okazji zmieniła koncepcja ich wykonania. Pomocnik numer jeden, który nawalił przy tworzeniu murku nie zawiódł przy tworzeniu podpory pod powojnik. Przyznam, że jego konstrukcja z łańcuchów jest ciekawa i sprawdza się podtrzymując pnącze. Nie powstała także wiata śmietnikowa, ale za to urodziło się milion nowych pomysłów na urządzanie ogrodu. Chciałabym wreszcie móc zwyczajnie w nim odpoczywać i wprowadzać drobne zmiany, a nie ciągle zapierniczać. A jak było jesienią, no cóż, niezwykle intensywnie pracowałam w kuchni otwierając linię produkcyjną dżemów, soków, warzywnych przetworów oraz hitu sezonu octu winnego i soku z buraków kiszonych. Obecnie w spiżarce mam kilkanaście butelek octu z malin, winogron i jabłek. 

Przepis na fenomenalny ocet malinowy jest bardzo prosty. Potrzebne będą świeże niepryskane maliny. Wypełniamy nimi jedną trzecią dużego słoja i zalewamy wodą z 4 łyżkami cukru tak, aby zostało jeszcze dużo miejsca na proces fermentacji. Następnie przykrywamy słój podwójną warstwą ręcznika papierowego i zaciskamy gumką. Owoce trzymamy trzy tygodnie codziennie mieszając i kiedy opadną przecedzamy przez sito. Po przecedzeniu trzymamy go 3 kolejne tygodnie i ponownie przecedzamy i zlewamy do butelek.

Ocet jabłkowy robiłam w wersji z miodem i z cukrem. Do jego wykonania najlepiej wziąć obierki jabłek i gniazda nasienne wypełniając nimi w połowie duży słój. Zalewamy je wodą z cukrem w proporcji 1 łyżka cukru na litr wody lub jedna łyżka miodu na litr wody. Postępujemy podobnie jak w przypadku malin.

Ostatni w mojej spiżarce pojawił się ocet z winogron. Pół słoika ciemnych winogron zalałam wodą z cukrem w proporcji 3 łyżki cukru na litr wody.

Oczywiście jesień to nie tylko zapasy na zimę, to także porządki i zabezpieczenie roślin przed mrozem i szkodnikami. I tak opryskałam miedzianem i promanalem drzewa i krzewy owocowe, co ma ochronić je przed chorobami grzybowymi i szkodnikami. Pomocnik numer jeden obsypał borówkę amerykańską trocinami, a ja wykopałam bulwy dalii. No i jeszcze wbiliśmy kołki, które posłużą do wykonania płotku podpierającego byliny. Płotek, który powstał wiosną sprawdził się znakomicie. Muszę jeszcze wystawić karmniki i uroczyście otwieram sezon zimowy w ogrodzie :) a dopóki nie pada śnieg i nie trzyma siarczysty mróz mogę powoli robić płot...

















Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wiosna radosna.

Planowanie na śniadanie.

Porządki grządki.