W zielone gramy.
To już końcówka kwietnia, ale jakiego! Zdążyłam ze wszystkimi zaplanowanymi na kwiecień pracami. Posiane warzywa, zasadzone kwiaty, opryski i nawożenie. Wszystko rośnie, a to cieszy. Zajęłam się także skrzynkami parapetowymi w których posadziłam pelargonie. Wcześniej nie lubiłam śmierdziuchów, ale obecnie doceniam ich trwałość i długość kwitnienia. Do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze okopania wszystkich drzew i krzewów owocowych. Zdążyłam wypielić dwie jabłonki i dwie śliwki, aaa i jeszcze jeżyny. Obsadziłam drzewka czosnkiem i obsiałam kwiatkami. Coś grzebałam przy malinach, ale niezobowiązująco. Teraz majówka i zostawiam ogród w inne ręce. Jedynym nie pozytywem są pojawiające się szkodniki. Otóż ohydztwo, które zżera lilie. Już w tamtym roku zżerało, ale myślałam, że to ślimaki, a okazało się, że to gorsza gadzina niźli ślimak. To coś nazywa się poskrzypka liliowa i pochodzi z tej samej rodziny co stonka ziemniaczana. Niby taka śliczna i czerwoniutka, a robi dziury w liściach na c...