W maju jak w gaju.

Nie było mnie raptem siedem dni w ogrodzie. Wracam i co widzę... Dywan kwitnących dąbrówek rozłogowych i kocimiętki. Pszczoły brzęczą w tym gąszczu jak w ulu. Mam wrażenie, że trafiłam do innego ogrodu. Zakwitł wielosił, chabry, irysy, bodziszki, orliki, a nawet liliowiec. Zakwitły też krzewy i drzewa, a wśród nich przepiękny głóg dwuszyjkowy, aronia, tawuła, kalina. Nawet w warzywniku wielki ruch. Pojawił się bób, cukinia, buraki, rzodkiewka i rośnie już zielona cebula. Niestety roboty nie ubywa i nadszedł dalszy czas walki ze szkodnikami. Teraz utrapieniem są mszyce. Szykuję na nie oprysk z gnojówki z pokrzyw i czosnku. Za mszycami przylazły mrówki i zaczynają mnie lekko denerwować. Mam nadzieję, że jak pozbędę się mszyc, to mrówki zaprzestaną swej inwazji. Przyjechał pomocnik numer dwa, który wykazuje kompletny brak zaangażowania w pomoc w ogrodzie. Połamał rączkę w szpadlu i uniknął przekopania ostatniego odcinka pod krzewami. Niestety zablokowało to moją dalszą pracę. Musiałam zająć się czymś innym i podjęłam próbę zakończenia ułożenia ścieżki z cegieł. Niestety i na tym polu poniosłam porażkę, gdyż zabrakło mi piasku :) 


Wielosił błękitny.

Żywokost i liliowiec.

Dąbrówka rozłogowa.







Bodziszek korzeniasty.









Głóg dwuszyjkowy.

Kalina koralowa.

Tawuła.











 Aronia.

 Wieczornik.



Komentarze

  1. Masz niesamowite ilości różnych gatunków roślin :) Podoba się!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wiosna radosna.

Planowanie na śniadanie.

Porządki grządki.