W marcu jak w garncu.

Już witaliśmy się z gąską, a tu ciach i po wiośnie przyszła zima. 16 stopni przeminęło z wiatrem i znowu minusy. Ale przecież to marzec... Jednak trochę zdążyłam ogarnąć rabaty bylinowe. Niestety w kilku miejscach pojawiły się chwasty i będę musiała poświęcić więcej czasu na pielenie. Wśród niechcianych roślin przodują tobołki polne, przymiotno białe, przytulia czepna, tasznik pospolity, mniszek lekarski. W ciągu roku sporadycznie pojawia się żółtlica drobnokwiatowa, gwiazdnica pospolita, szczaw tępolistny, babka lancetowata i szerokolistna, poziewnik szorstki, głodek żółty, rzepik szczeciniasty i tasznik pospolity.
Jestem przeciwniczką niszczenia chwastów środkami chemicznymi. Polewanie wszystkiego Roundupem stawiam na równi z wypalaniem. Niszczymy wszystko, bo oprócz niechcianych roślin zabijamy i chciane i potrzebne organizmy. Jedyną metodą, którą  jestem w stanie zaakceptować jest wykopywanie, bądź wyrywanie chwastów. Może to staroświeckie, ale na pewno działa i to jeszcze jak! w połączeniu z późniejszym ściółkowaniem korą. Zresztą myślę, że pochylenie się od czasu do czasu nad rośliną sprawia, że odnajdujemy w niej dobre cechy, bo chwasty, to także i zioła i rośliny jadalne. Oczywiście nie wszystkie, ale na ten przykład niepozorna żółtlica drobnokwiatowa to źródło krzemu, witaminy C, potasu, które można wykorzystać w domowej kosmetyce. Wyczytałam, że można zrobić z niej maseczkę do twarzy o właściwościach regenerujących, albo maskę odżywczą na włosy. Na razie chwasty są jeszcze skromnej wysokości, a żółtlicy nawet nie potrafię w tej fazie wzrostu rozpoznać. Jednak gdy się pojawią zamiast wyrywać je i niszczyć zrobię z nich powyższe kosmetyki. Przepis jest banalny niestety brak mi proporcji, czyli trzeba będzie eksperymentować. Potrzebna żółtlica i olej lniany. Ziele mielemy blenderem i dodajemy olej lniany. Ucieramy na papkę o niezbyt rzadkiej, jednolitej konsystencji. Nakładamy na twarz na około 20 minut, a po tym czasie zmywamy ciepłą wodą. Działania takiej maseczki są wielokierunkowe, bo oprócz regeneracji, działa przeciwzapalnie, przeciwalergicznie i antybakteryjnie i detoksykująco. Zobaczymy :)
Kolejny chwast, który zaskakuje swoimi właściwościami to gwiazdnica pospolita. Niziutka roślina o białych kwiatuszkach. Chwast obecny niemal przez cały rok w ogrodzie, bo nie boi się temperatur poniżej zera i co najistotniejsze można go zjadać w całości, choć najsmaczniejsze są ponoć listki. Mam zamiar spróbować :)
Bardzo rozpowszechniony w ogrodzie tasznik pospolity, ziele o długiej łodydze zakończonej malutkim białym kwiatostanem okazuje się także być jadalne. Zanim więc wyrwę i wyrzucę, skonsumuję :) Z czym to jeść? Ponoć pyszna w sałatce i zupie.
Jeden z uciążliwszych, a jednocześnie dekoracyjnych chwastów to mniszek lekarski, ale ile w nim pozytywów poza jego urodą. Młode liście mniszka można zajadać jako sałatę, a z jego kwiatków można zrobić syrop, który oprócz zdrowotnych właściwości, jakimi są niewątpliwie przeciwzapalne i przeciwwirusowe, posiada również smakowe. Trzeba jednak pamiętać o kilku zasadach podczas robienia syropu. Po pierwsze kwiaty należy zbierać w maju, wtedy nie mają gorzkiego posmaku. Najlepiej w słoneczne przedpołudnie, te które rosną z daleka od dróg oraz pól. Po zebraniu trzeba wysypać kwiaty na papier i pozostawić na dłuższą chwilę, albo jeszcze dłuższą żeby wszystkie robale mogły się ewakuować. Potrzebne będą kwiaty mniszka w ilości 1 litra, 2 cytryny, 1 kg cukru i 1 litr wody. Mniszek zalewamy wodą i gotujemy 15 minut, po tym czasie odstawiamy z ognia w chłodne miejsce na jeden dzień. Następnie odcedzamy przez sito dodajemy sok z cytryny i cukier i gotujemy około 2 godzin, aż uzyska konsystencję miodu. Przelewamy do słoiczków i zjadamy z apetytem w ciągu kilku miesięcy :)

Mniszek lekarski.

Komosa biała to smak mojego dzieciństwa i nie oznacza to, że był to chwast jedzony w mojej rodzinnej kuchni. Znam jej smak dzięki dziecięcym zabawom w "zamknij oczy, otwórz usta", kiedy to moja siostra wtykała mi do gęby na zmianę komosę, która była przepyszna i piołun, którego gorzki smak czuję do dziś w ustach. Stąd pewnie moje zamiłowanie do piwa ;) Może nie było to zbyt miłe, ale na pewno piołun zabił wszelkie robactwo w moim organizmie :) Wracając do komosy, to można ją jadać smażoną.
Tak więc, nie taki chwast straszny, jak go malują i zamiast polewać go Roundupem, lepiej rozpoznać go i zjeść :)

Przymiotno białe należy do rodziny astrowatych i dodaje rabatom lekkości. Jest rośliną wiatrosiewną i posiada właściwość szybkiego rozsiewania. Trudno nad nim zapanować, jeżeli tuż po przekwitnięciu nie zetniemy kwiatostanu. Zamiast zdobić ogród staje się uciążliwym chwastem.

Więcej zdjęć do wpisu zrobię w najbliższym czasie, jak chwasty podrosną :)

Komentarze

  1. znane mi roślinki opisujesz:) z żółtlicy miałam krem (robiony, ale ja kupiłam), z mniszka robiłam miód pierwszy raz i wyszedł mi twardy jak kamień- chyba za długo gotowałam;) ale dobry, zjedzony:) z gwiazdnicy pisałam pracę magisterską;) tyle że wielkokwiatowej:) pozostałe też trochę z dzieciństwa...pozdrawiam gorąco:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miód z mniszka robiłam był pyszny, ale jeszcze pyszniejsze jest wino z mniszka :) Nie robiłam, ale piłam, ech... Chwasty przykrył śnieg...

      Usuń
    2. Nigdy nie robiłam miodu z mniszka, ale wpis zachęcił mnie do podjęcia próby :) Przepisy wydaje się być mało skomplikowany a to jest dla mnie najważniejsze ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wiosna radosna.

Planowanie na śniadanie.

Porządki grządki.